Wiadomo, jak stracić pracę w urzędzie gminy Duszniki. Wystaczy znaleźć się na czarnej liście skarbniczki, podpaść sprzątaczce lub narazić się bogusiowcom. A jak pracę dostać?

 

Wiadomo nie od dziś, że nie matura, a chęć szczera zrobi z ciebie oficera. W samorządowych instytucjach w gminie Duszniki zatrudnia się – jak to się mówi - krewnych i znajomych królika. Konkursy to atrapa – możemy udowodnić, że nie wygrywają ich osoby o najwyższych kwalifikacjach, Możemy też dowieść, że wójt Boguś wiedział, że kandydatka na dyrektora podstawówki w Dusznikach miała kwalifikacje do udziału w konkursie, a mimo to powołał zupełnie inną osobę. Kto zaproponował wójtowi Bogusiowi nauczycielkę z odległej wioski na stanowisko dyrektora? Typy są dwa – dyrektor gimnazjum Sadowski lub (co bardziej prawdopodobne) bliska znajoma wójta, nauczycielka Szwarc.

 

Oczywiście fakt, że w przedszkolu w Dusznikach pracuje rodzina sołtysa Podrzewia, radnego Kukułki i – najprawdopodobniej – radnego Pacholaka to oczywiście przypadek i nie ma to nic wspólnego z nepotyzmem. Podobnie przypadkiem jest zatrudnienie w sekretariacie wójta kogoś z bliskiej rodziny znajomych Pacholaka czy obsadzenie biura obsługi rady protegowaną skarbniczki, która wcześniej pracowała na kasie, a w UG nosiła listy na pocztę (zdaniem komisji miała najwyższe kwalifikacje!).

 

Jedynym wyjątkiem od reguły jest historia córki radnego Tylkowskiego, która zamiast pracy w referacie środowiska lub komunalce dostała podwójnego kosza. Ale nic nie dzieje się bez przyczyny – w komunalce zatrudniono kogoś od Danielczaka...

 

 

 

 

Napisane przez Subbuteo dnia 06.07.2016, 11:17:41