Historia ma jednak ten błąd, że lubi powtarzać się wciąż. Oczywiście, o ile nie wyciąga się wniosków z własnych błędów, jak to robi dyrektor Cieślewicz z podstawówki w Dusznikach. Powiadają historia magistra vita, ale nie dla licencjata Bogusia i jego protegowanej Cieślewicz. Otrzymaliśmy dostępny w internecie dokument z czasów, gdy Cieślewicz była dyrektorką w Rostarzewie, a w nim ciekawostka. Dlaczego Cieślewicz oświadcza, że nie zastraszała pracowników? Bo padały takie zarzuty! Przytoczmy jeszcze jedno przysłowie: kto się tłumaczy, sam się oskarża. Jedno jest pewne: gdzie Cieślewicz, tam problemy. Miejsce inne, ale metody te same.

 

 

 

 

Napisane przez Subbuteo dnia 29.03.2018, 13:42:18