Szokujące informacje otrzymaliśmy od rodziców jednego z uczniów, który w wyniku przemocy w szkole doznał wstrząśnienia mózgu. - Zadzwoniła do mnie sekretarka z pytaniem, czy przyjadę odebrać dziecko czy ma odesłać je autobusem, bo syn uderzył się w głowę” - mówi matka. Jak dodaje, dziecku nie udzielono żadnej pomocy medycznej. Karetkę pogotowia pracownicy szkoły wezwali na jej żądanie, wyraźnie podkreślając to przy zgłoszeniu. Potem okazało się, że doszło do wstrząśnienia mózgu.

 

Jak twierdzi matka poszkodowanego, szkoła utrzymuje, że doszło do nieszczęśliwego wypadku; tymczasem ona dysponuje nagraniem z telefonu komórkowego, które potwierdza, że doszło do aktu agresji ze strony innego ucznia.

 

Zapytaliśmy nauczycieli, czy znają procedury lub instrukcje postępowania, gdy dojdzie do wypadku na terenie szkoły. - Dyrektor Cieślewicz twierdzi, że w gabinecie posiada zbiór procedur na każdą okoliczność i że należy się do niej zgłosić – usłyszeliśmy w odpowiedzi. Śmiać się czy płakać?

 

Pomysłem dyrektorki Cieślewicz na bezpieczeństwo uczniów miało być zamykanie szkoły na klucz. Ma się to jednak nijak w sytuacji, gdy prawdziwym zagrożeniem są agresywni uczniowie. A ich obecności i krytycznych zachowań dyrektorka stara się po prostu nie zauważać.

 

 

 

 

 

Napisane przez Subbuteo dnia 28.06.2018, 13:57:19